Od kilku tygodni piłkarze Warty Gorzów nie notowali pozytywnych wyników w Betclic III lidze. Bordowo-granatowi ostatni raz mogli wznieść ręce w geście triumfu w połowie września, kiedy to pokonali Stal Brzeg 1:0. Następnie przyszła seria remisów i porażek, która spowodowała obsunięcie się w tabeli i niebezpieczne zbliżenie się do strefy spadkowej. W sobotę Warciarze mieli okazję do zakończenia złej passy, gdyż na stadion przy ulicy Olimpijskiej przyjechał MKS Kluczbork, czyli zespół będący w podobnej sytuacji. Goście do Gorzowa przyjechali świeżo po przerwaniu swojej negatywnej serii, która pozwoliła MKS-owi wyskoczyć ze strefy spadkowej. Mecz ten więc mógł uchodzić za starcie o sześć punktów.
Zobacz też:
Początek spotkania mógł przynieść gospodarzom poważne problemy. Już w drugiej minucie Patryk Tuszyński znalazł się w dogodnej sytuacji w polu karnym Warty, ale jego uderzenie obronił Wojciech Szpaler. W kolejnych minutach MKS częściej utrzymywał się przy piłce i próbował wysoko pressować, zmuszając gorzowian do szybkiego pozbywania się futbolówki. Długo nie przekładało się to jednak na kolejne konkretne okazje. Po kwadransie do głosu zaczęli dochodzić Warciarze. Gospodarze kilkukrotnie przedarli się pod pole karne rywali po składnych akcjach, ale brakowało im ostatniego podania i strzałów, które mogłyby zagrozić Bartoszowi Warszakowskiemu. Paradoksalnie, gdy Warta zaczęła wyglądać nieco lepiej, straciła gola. W 21. minucie gorzowianie popełnili kosztowny błąd przy wyprowadzaniu piłki. Strata w środkowej strefie boiska pozwoliła Antunesowi Neisonowi przejąć futbolówkę i ruszyć samotnie w kierunku bramki. Brazylijczyk wygrał pojedynek ze Szpalerem i dał MKS-owi prowadzenie. Warta próbowała odpowiedzieć, a w 30. minucie przeprowadziła jedną z ciekawszych akcji w pierwszej połowie. Karol Gardzielewicz zakończył kontratak strzałem, po którym piłka odbiła się od słupka. Uderzenie padło jednak z bardzo ostrego kąta, dlatego trudno mówić o stuprocentowej okazji do wyrównania. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się jednobramkowym prowadzeniem gości, MKS zadał kolejny cios. W 40. minucie Kamil Nykiel podszedł do rzutu wolnego z około 35. metrów i popisał się kapitalnym uderzeniem. Piłka wpadła w samo okienko bramki Szpalera, a golkiper Warty nie miał większych szans na skuteczną interwencję. Do przerwy było 0:2.
Zobacz też:
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. MKS kontrolował przebieg spotkania, skutecznie neutralizując próby gospodarzy, którzy nie potrafili znaleźć sposobu na rozmontowanie defensywy przyjezdnych. Goście nie forsowali tempa, ale wciąż sprawiali wrażenie zespołu lepiej zorganizowanego i pewniejszego swoich poczynań. W 69. minucie kluczborczanie stanęli przed szansą na definitywne rozstrzygnięcie losów rywalizacji. Dawid Rachel został sfaulowany w polu karnym, a do wykonania jedenastki podszedł Michał Maj. Jego strzał zatrzymał się jednak na słupku, dzięki czemu Warta zachowała jeszcze nadzieję na odwrócenie losów spotkania. Niewykorzystany rzut karny dodał gospodarzom nieco energii. Bordowo-granatowi odważniej ruszyli do przodu i zaczęli angażować większą liczbę zawodników w działania ofensywne. Najbliżej stworzenia zagrożenia był Alan Dziuniak, który znalazł się w polu karnym i próbował przelobować Warszakowskiego. Uderzenie było jednak zbyt lekkie, a bramkarz MKS-u bez problemów złapał piłkę. W końcówce Warta próbowała jeszcze zmniejszyć straty, ale jej ataki nie przynosiły efektów. Goście dobrze bronili dostępu do własnej bramki i blokowali kolejne próby gospodarzy. W doliczonym czasie gry z dystansu uderzył Filip Tuliszka, jednak piłka wyraźnie minęła cel. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie.
Porażka 0:2 oznacza, że Warta nie wygrała już szóstego ligowego meczu z rzędu. W spotkaniu o istotnym znaczeniu dla układu tabeli gorzowianie nie znaleźli sposobu na dobrze zorganizowany MKS, a indywidualne błędy i brak konkretów w ofensywie ponownie okazały się kosztowne. Kryzys bordowo-granatowych trwa, a na poprawę sytuacji nie ma wiele czasu. W następnej kolejce gorzowianie zmierzą się na wyjeździe z rezerwami Miedzi Legnica.
Zobacz też:
Dopiero w niedzielne samo południe swój mecz 14. kolejki rozegrał Stilon Gorzów. Drużyna prowadzona przez trenera Karola Gliwińskiego zawitała do Lubina na pojedynek z rezerwami Zagłębia. Gospodarze należą do czołówki klasyfikacji i głośno wyrażają swoją chęć powrotu do Betclic II ligi. Z tego też powodu gorzowski beniaminek nie mógł być uznawany za faworyta tej konfrontacji, ale ostatnie mecze w wykonaniu Stilonu mogły napawać optymizmem. Niebiesko-biali od kilku tygodni mierzyli się z samą czołówką tabeli i ze spotkań tych wychodzili zazwyczaj pozytywnie. Dodatkowo Zagłębie do niedzielnej konfrontacji przystąpiło bezpośrednio po swojej premierowej porażce w kampanii. Fakty te mogły dawać cień nadziei kibicom Stilonu.
Zobacz też:
Od pierwszych minut inicjatywę przejęli gospodarze. Młodzi zawodnicy Zagłębia, wsparci w bramce przez doświadczonego Dominika Hładuna, szybko zepchnęli Stilon do defensywy. Przewaga lubinian przyniosła efekty w 18. minucie, gdy Adama Stachowiaka pokonał Patryk Dziekoński. Siedem minut później było już 2:0, a na listę strzelców wpisał się Alan Bębas. Gospodarze jeszcze przed przerwą po raz trzeci trafili do siatki, ale tym razem sędziowie dopatrzyli się nieprawidłowości. Gorzowianie próbowali odpowiadać pojedynczymi kontratakami, jednak do szatni schodzili z dwubramkową stratą.
Po zmianie stron trener Gliwiński dokonał kilku roszad, które nieco ożywiły grę Stilonu. Goście stworzyli kilka okazji, zmuszając Hładuna do interwencji, ale wciąż to Zagłębie kontrolowało przebieg spotkania. W 79. minucie Filip Kołodziejski podwyższył prowadzenie miejscowych. Cztery minuty później gorzowianie odpowiedzieli za sprawą Dominika Winkela, który niedługo wcześniej pojawił się na boisku. Na więcej nie było już stać żadnej z drużyn.
Porażka nie zmieniła sytuacji Stilonu w tabeli. Przed gorzowianami jednak wyjątkowe wyzwanie. W następnej kolejce do Gorzowa przyjedzie lider rozgrywek, Zagłębie Sosnowiec. Spotkanie już teraz zapowiadane jest jako kibicowski mecz roku.
Pozostałe wyniki kolejki:
Zagłębie Sosnowiec 3:1 Miedź II Legnica
Górnik Polkowice 4:1 LKS Goczałkowice
Carina Gubin 1:3 Sparta Katowice
Karkonosze Jelenia Góra 3:1 Raków II Częstochowa
ROW Rybnik 3:0 Polonia Nysa
Odra Bytom Odrzański 3:2 Stal Brzeg
Barycz Sułów 1:2 Ślęza Wrocław
Aktualna tabela III ligi.
| Drużyna | Mecze | Punkty | Bramki | |
| 1. | Zagłębie Sosnowiec | 14 | 31 | 21-10 |
| 2. | Sparta Katowice | 14 | 30 | 24-9 |
| 3. | Odra Bytom Odrzański | 14 | 28 | 16-8 |
| 4. | Zagłębie II Lubin | 14 | 27 | 27-16 |
| 5. | ROW 1964 Rybnik | 14 | 23 | 28-21 |
| 6. | Karkonosze Jelenia Góra | 14 | 22 | 18-12 |
| 7. | Górnik Polkowice | 14 | 21 | 27-22 |
| 8. | Barycz Sułów | 14 | 21 | 21-19 |
| 9. | MKS Kluczbork | 13 | 18 | 14-18 |
| 10. | Miedź II Legnica | 14 | 17 | 28-27 |
| 11. | KS Stilon Gorzów Wielkopolski | 14 | 17 | 21-22 |
| 12. | Stal Brzeg | 14 | 15 | 23-21 |
| 13. | LKS Goczałkowice Zdrój | 14 | 15 | 15-21 |
| 14. | Warta Gorzów Wielkopolski | 14 | 14 | 13-23 |
| 15. | Ślęza Wrocław | 14 | 13 | 21-32 |
| 16. | Raków II Częstochowa | 13 | 12 | 17-25 |
| 17. | Polonia Nysa | 14 | 12 | 15-29 |
| 18. | Carina Gubin | 14 | 12 | 12-26 |
Do II ligi bezpośredni awans uzyska najlepszy zespół, a druga drużyna w tabeli zagra w barażach. Z ligą pożegnają się przynajmniej trzy ostatnie ekipy.
Dziękujemy, że jesteś z nami!

Napisz komentarz
Komentarze