Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
piątek, 18 września 2026 13:50
Reklama

Bartosz Zmarzlik doczekał się nietypowej rzeźby. Jej twórca zdradza, jak powstała

Ma około 30 centymetrów, powstała przede wszystkim z drewna i gałęzi, jest kolorowa, a po naciśnięciu na klatkę piersiową przemawia głosem samego zawodnika. Artur Klose stworzył streetartową rzeźbę Bartosza Zmarzlika – sześciokrotnego indywidualnego mistrza świata na żużlu i wychowanka Stali Gorzów. Artysta opowiedział nam, skąd wziął się ten pomysł i dlaczego jego droga do realizacji prowadziła przez Kinice.
Bartosz Zmarzlik doczekał się nietypowej rzeźby. Jej twórca zdradza, jak powstała

Źródło: Archiwum prywatne Artura Klose

Mały Bartosz Zmarzlik, który potrafi mówić

Street art kojarzony jest przede wszystkim ze sztuką tworzoną w przestrzeni publicznej. Nie ogranicza się jednak wyłącznie do murali czy graffiti. Artur Klose postanowił pójść w innym kierunku i stworzył niewielką, kolorową rzeźbę przedstawiającą Bartosza Zmarzlika.

Żużlowiec jest sześciokrotnym indywidualnym mistrzem świata oraz wychowankiem Stali Gorzów. Choć od kilku sezonów reprezentuje inny klub, jego sportowe początki i pierwsze największe sukcesy były związane właśnie z Gorzowem.

Rzeźba ma około 30 centymetrów wysokości. Powstała w dużej mierze z materiałów, które jej autor wykorzystał ponownie. Ręce i nogi wykonano z gałęzi. Najbardziej nietypowym elementem jest jednak ukryty mechanizm – po naciśnięciu rzeźby można usłyszeć fragment wypowiedzi Bartosza Zmarzlika.

Autorem pracy jest Artur Klose, mieszkający w Niemczech właściciel i założyciel German Center of Modern Art w Kassel. W rozmowie opowiedział nam, dlaczego postanowił stworzyć właśnie taką podobiznę żużlowca.

Skąd pomysł, żeby stworzyć akurat rzeźbę Bartosza Zmarzlika?

Artur Klose: Jak pani widzi, stworzyłem alternatywę dla takich rzeźb, które mnie troszkę przytłaczają i smucą – metalowych, kamiennych. Chciałem zrobić coś wesołego. Bartosz Zmarzlik może stać, może siedzieć, on nawet mówi. Jest kolorowy, a oprócz tego ekologiczny, bo został stworzony, na ile było to możliwe, z odpadów. Wykorzystałem drewno, które znalazłem gdzieś na budowie, oraz gałęzie. Ręce i nogi są z gałęzi, które musiałem usunąć na mojej posesji. W stu procentach stoję za tą wesołą estetyką.

Rzeźba miała już swoją premierę? Gdzie została po raz pierwszy zaprezentowana?

Artur Klose: Premiera i prezentacja rzeźby Bartosza Zmarzlika odbyła się na dożynkach w Kinicach. Historia tej rzeźby zaczęła się jednak wcześniej. W maju jechałem z żoną na derby do Gorzowa i powiedziałem jej w drodze, że chcę pojechać do Kinic. Cały projekt miałem już w głowie, ale niczego jej wcześniej nie zdradziłem. Myślała, że zwariowałem. Pytała: „Po co chcesz jechać do Kinic? Zmarzlika stalkować czy już zwariowałeś?”.

Po drodze po raz pierwszy odwiedziliśmy Zagrodę Młyńską w Bogdańcu. Powiedziałem wtedy żonie, że odwiozę ją do Gorzowa, a sam pojadę do Kinic. Ona odpowiedziała: „Ty chyba żartujesz, weź przestań z tymi Kinicami”. Sprawdziliśmy jednak mapę i ostatecznie pojechaliśmy razem. Powiedziałem jej, że chcę spotkać się z sołtysem i z nim porozmawiać. Wtedy już w ogóle myślała, że żartuję.

I udało się spotkać sołtysa?

Artur Klose: Pojechałem do sklepu i zapytałem, gdzie mieszka sołtys. Dotarłem na miejsce, ale nikogo nie było. Pomyślałem wtedy: „Okej, tak świat zdecydował, nie będzie rzeźby”. Kiedy już odchodziłem, zobaczyłem młodą kobietę. Opowiedziałem jej o swoim pomyśle i bardzo jej się spodobał. Powiedziała, że od razu zadzwoni do sołtysa, bo trzeba to zrealizować.

Na sołtysa trzeba było trochę poczekać. Zrobiła nam kawę, była bardzo miła. Kiedy w końcu się spotkaliśmy, jemu również od razu spodobał się ten pomysł. Dostałem nawet prezenty. Mam koszulkę „Kinice Bartka kibice” i czapkę.

Kilka miesięcy później wrócił pan do Kinic już z gotowym Bartoszem Zmarzlikiem?

Artur Klose: Tak. Jesienią, kiedy rzeźba była już gotowa, zadzwoniłem do Zbyszka. Można powiedzieć, że jesteśmy już znajomymi, przyjaciółmi. Zaprosił mnie na dożynki, co było dla mnie dużym uznaniem. Zostałem również zaproszony na scenę, żeby przedstawić rzeźbę.

Nie wiedziałem, jak ludzie zareagują. Dla mnie ważna jest nie tylko sama rzeźba, ale również to, co później dzieje się z dziełem sztuki. Zostałem wspaniale przyjęty przez mieszkańców. Naprawdę się tego nie spodziewałem. Ludzie mnie obejmowali i dziękowali: „Naszego Bartka tak zrobiłeś, taka fajna rzeźba”.

Jedną z największych niespodzianek jest to, że rzeźba potrafi mówić. Jak to działa?

Artur Klose: Naciskając na klatkę piersiową, można usłyszeć to, co Bartek powiedział w jednym z wywiadów. Na scenie miałem razem z panią Justyną pokazać, jak rzeźba mówi. Ludzie zaczęli krzyczeć, że też chcą to usłyszeć. Rzeźba mówi jednak dość cicho, więc ktoś zawołał: „To proszę do mikrofonu!”. Przyłożyłem ją do mikrofonu, nacisnąłem i wszyscy usłyszeli, co mówi Bartek.

Po takim przyjęciu było warto?

Artur Klose: Fantastyczne przyjęcie. Bardzo się cieszę, że tę rzeźbę zrobiłem. Jest to, jakby nie było, pierwsza rzeźba Bartosza Zmarzlika na świecie. Tego naszego wielkiego mistrza. Jest więc jakaś superlatywa, której nikt mi nie odbierze. Jest to chyba też pierwsza streetartowa mówiąca rzeźba na świecie.

Nietypowy hołd dla wychowanka Stali Gorzów

Niewielka podobizna sześciokrotnego mistrza świata różni się od tradycyjnych pomników nie tylko rozmiarem i materiałem. Artur Klose od początku chciał, aby była kolorowa, lekka w odbiorze i interaktywna.

Rzeźba jest także związana z miejscem ważnym w historii Bartosza Zmarzlika. To właśnie z Kinic pochodzi żużlowiec, który swoją sportową drogę rozpoczynał w Stali Gorzów. Pomysł Klosego spotkał się z reakcją mieszkańców podczas lokalnych dożynek, gdzie dzieło zostało oficjalnie zaprezentowane.

Sam autor określa swoją pracę jako pierwszą rzeźbę Bartosza Zmarzlika. Zaznacza również, że według jego wiedzy może być ona pierwszą mówiącą rzeźbą streetartową na świecie.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama