Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
piątek, 11 września 2026 12:31
Reklama

Czy znowu będziemy musieli przestawiać zegarki? Wszystko w rękach nowego rządu

Powoli zbliża się zmiana czasu. Czy i tym razem wszystko zostanie po staremu, czy jednak rząd wyłamie się z powszechnie krytykowanego zwyczaju przestawiania zegarów 2 razy w roku.
Czy znowu będziemy musieli przestawiać zegarki? Wszystko w rękach nowego rządu

Autor: Grzegorz Walkowski

Przed nami kolejna zmiana czasu, tym razem z zimowego na letni. Robimy to dwa razy w roku: w ostatnią sobotę marca i października. W pierwszym terminie przechodzimy na czas letni, w drugim na zimowy. Przed nami ten pierwszy scenariusz.

Za każdym razem wywołuje to niezadowolenie Polaków i za każdym razem wraca pytanie: 

Czy to jest potrzebne?

Nie – odpowiadają lekarze. I przekonują, że takie zmiany czasu źle wpływają na nasze samopoczucie. Mimo że jest to efekt, który trwa krótko, to jednak jest uciążliwy. Wiele osób ma problem z wyspaniem się, odpoczynkiem, są rozdrażnione lub właśnie ospałe.

Dlatego Unia Europejska chce znieść obowiązek zmiany czasu. Na to jednak muszą się zgodzić wszystkie kraje członkowskie. Wydawało się, że to tylko kwestia czasu. Tyle że jeszcze przed pandemią Komisja Europejska wstrzymała prace nad zniesieniem obowiązku przestawiania zegarków.

Zobacz też:

Polacy nie chcą przesuwać wskazówek zegara

Kiedy jeszcze Parlament Europejski debatował o zniesieniu zmiany czasu, Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii zleciło CBOS, żeby zapytał Polaków, co myślą na ten temat. Okazało się, że zdecydowana większość – bo aż 78,3 proc. – nie chce zmiany czasu.

Jeśli w Polsce zostałby wprowadzony jeden czas obowiązujący przez cały rok, to – zdaniem większości (74,2 proc.) badanych – powinien to być czas letni środkowoeuropejski. 

Ponieważ jednak PE nie zmienił prawa, więc nadal dwa razy w roku przestawiamy zegarki. 

Czas na odmrożenie projektu ustawy

W Polsce od kilku lat – przypomniał niedawno „Fakt” domaga się tego PSL. Przed dwoma laty partia Kosiniaka-Kamysza złożyła nawet w Sejmie projekt ustawy. 

– Zmiana czasu powoduje utrudnienia w działalności przedsiębiorstw, szczególnie sektora transportowego i bankowego. Pociągi i samoloty są zmuszone dostosować się do przesunięcia czasu, co niekiedy oznacza godzinny postój, lub specjalną zmianę rozkładu. Banki ogłaszają przerwy techniczne w celu wprowadzenia zmiany czasu, podczas których usługi bankowości elektronicznej są niedostępne. Konieczne jest również przestawianie zegarków, harmonogramów pracy w przedsiębiorstwach czy indywidualnych zajęć – uzasadniali cytowani przez dziennik posłowie PSL.

Wtedy jednak peeselowski projekt ustawy trafił do sejmowej zamrażarki strzeżonej przez ówczesną marszałkinię Elżbietę Witek. 

Zobacz też:

Teraz sytuacja się zmieniła

Po wyborach 15 października ubiegłego roku ludowcy zapowiadali, że odpuszczą sprawy. I będą namawiali swoich partnerów koalicyjnych, żeby zrezygnować z przestawiania zegarków. 

Czy im się to uda i czy rząd Donalda Tuska zrezygnuje ze zmiany czasy – bo to on musi podjąć taką decyzję –  na razie nie wiadomo. Na podjęcie decyzji koalicja ma już jednak niewiele czasu.

Kiedy jeszcze będziemy zmieniali czas?

Dopóki jednak nie zapadły jeszcze żadne decyzje, to do 2026 roku kwestię zmiany czasu reguluje rozporządzenie prezesa Rady Ministrów. Zostały w nim wyznaczone następujące daty:

Czas letni środkowoeuropejski zostanie wprowadzony:

w 2024 r. – 31 marca,
w 2025 r. – 30 marca,
w 2026 r. – 29 marca.

Czas letni środkowoeuropejski zostanie odwołany

w 2024 r. – 27 października,
w 2025 r. – 26 października,
w 2026 r. – 25 października.

Dziękujemy, że jesteś z nami!

Zobacz też:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Nowe jedzenie w szkołach wywołało burzę Nowe jedzenie w szkołach wywołało burzę Nowe zasady żywienia w szkołach i przedszkolach stały się kolejnym tematem politycznego sporu. Minister edukacji Barbara Nowacka przekonuje, że zmiany nie mają charakteru ideologicznego, lecz mają poprawić sposób odżywiania dzieci i ograniczyć problem nadwagi oraz otyłości. Od 1 września szkolne stołówki działają według nowych wytycznych przygotowanych przez Ministerstwo Zdrowia. W jadłospisach ma być więcej warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych, a mniej cukru, soli oraz części dań mięsnych. Nowe przepisy zostały dostosowane do aktualnych norm żywienia opracowanych przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego . Resort zdrowia podkreśla, że chodzi przede wszystkim o poprawę jakości posiłków podawanych dzieciom i przeciwdziałanie narastającym problemom zdrowotnym. Zmiany wywołały jednak krytykę ze strony części opozycji. Mateusz Morawiecki ocenił, że nowe przepisy są przejawem ideologicznego podejścia do żywienia dzieci i ironizował, że zamiast tradycyjnych dań mięsnych uczniowie będą otrzymywać ich roślinne zamienniki. Do tych zarzutów odniosła się Barbara Nowacka. Minister edukacji przypomniała, że rozporządzenie zostało przyjęte wcześniej i przeszło konsultacje społeczne. Jej zdaniem spór wokół zdrowego żywienia dzieci jest przesadzony. Nowacka podkreśliła, że szkoły powinny promować zbilansowaną dietę opartą na lokalnych produktach, w tym żywności pochodzącej od polskich rolników. Zwróciła również uwagę, że kasze czy dania bezmięsne od dawna są częścią polskiej kuchni i nie są niczym nowym. Zdaniem minister kluczowe jest nie tylko to, co trafia na talerz, ale także sposób przygotowania posiłków. Jak zaznaczyła, zdrowe jedzenie nie musi być niesmaczne, a szkolna stołówka może jednocześnie uczyć dobrych nawyków żywieniowych i serwować dzieciom atrakcyjne dania. Data dodania artykułu: 11.09.2026 11:51
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama