Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
czwartek, 22 października 2026 17:45
Reklama

Węgiel znika przed zimą. Wracają kolejki. Tona kosztuje już 2000 zł

Zapasy węgla przy kopalniach są o blisko połowę mniejsze niż przed rokiem. Opał drożeje, a przed niektórymi zakładami znów pojawiają się kolejki.

Do zimy zostało jeszcze trochę czasu, ale na rynku węgla robi się coraz bardziej nerwowo. Polacy ruszyli po opał, zapasy przy kopalniach szybko topnieją, a ceny w prywatnych składach dochodzą już do około 2000 zł za tonę, a miejscami ją przekraczają. Jeśli nadchodząca zima okaże się mroźna, sytuacja może się jeszcze pogorszyć.

Najbardziej niepokojąca jest skala spadku zapasów. Jak mówi Interii Biznes Łukasz Horbacz, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla, przy kopalniach jest obecnie o 44 proc. mniej węgla niż rok wcześniej.

Problemy widać już nie tylko w statystykach.

W sklepie PGG opału zabrakło

Jeszcze w połowie września w internetowym sklepie Polskiej Grupy Górniczej dostępne były trzy z 39 obserwowanych sortymentów opałowych. 19 października nie było już żadnego.

Jednocześnie PGG informuje o bardzo dużym popycie. Do 14 października spółka sprzedała w tym roku o 29 proc. więcej węgla opałowego niż w całym 2025 roku. To wzrost o około 350 tys. ton.

W niektórych miejscach wrócił obraz, który Polacy pamiętają z poprzednich kryzysów na rynku opału: kolejki przed zakładami. Interia opisuje sytuację przy Zakładzie Górniczym Sobieski w Jaworznie, gdzie klienci pojawiają się już wieczorem, choć sprzedaż rozpoczyna się dopiero następnego dnia rano.

Tona węgla za 2000 zł. I może być drożej

Duży popyt i malejąca dostępność odbijają się na cenach. Bezpośrednio u producentów można znaleźć węgiel wyraźnie tańszy. Przykładowo tona orzecha z kopalni Ziemowit kosztuje około 1300 zł, a kostki 1350-1450 zł. Pakowany groszek PGG dochodzi do około 1700 zł.

Znacznie drożej robi się jednak w prywatnych składach, szczególnie w regionach oddalonych od Śląska. Na północy kraju cena może dochodzić do około 2100 zł za tonę, a do rachunku trzeba niekiedy doliczyć jeszcze transport. W przypadku części ofert groszku ceny są jeszcze wyższe.

Dla gospodarstwa, które potrzebuje na zimę kilku ton opału, różnica kilkuset złotych na każdej tonie oznacza już tysiące złotych dodatkowych wydatków.

Dlaczego węgla jest coraz mniej?

Na obecną sytuację złożyło się kilka problemów jednocześnie. Poprzednia zima uszczupliła zapasy gospodarstw domowych. Wysokie ceny gazu zwiększyły także zapotrzebowanie energetyki na węgiel. Tauron w pierwszej połowie 2026 roku zużył go o 25 proc. więcej niż rok wcześniej.

Równocześnie zmniejszają się możliwości krajowego górnictwa. Rozpoczęła się likwidacja kopalni Bobrek oraz Wujek i Bielszowice, a zatrudnienie w sektorze spadło z 71,2 tys. do 63,6 tys. osób.

Do tego dochodzą bardziej rygorystyczne normy jakościowe. Nie każdy wydobywany w Polsce węgiel może zostać przeznaczony do ogrzewania domów. Dlatego nawet duże zapasy surowca przeznaczonego dla energetyki nie muszą oznaczać, że gospodarstwa domowe będą miały łatwy dostęp do potrzebnego im orzecha, kostki czy groszku.

Import miał pomóc. Sam węgiel też drożeje

Braki krajowej podaży coraz mocniej uzupełnia import. W pierwszej połowie 2026 roku Polska sprowadziła około 3,06 mln ton węgla energetycznego, o 168 proc. więcej niż rok wcześniej.

Ogromną rolę odgrywa Kazachstan, z którego pochodziło około 1,9 mln ton, czyli ponad 60 proc. importu. Problemem pozostaje jednak transport tego surowca, który odbywa się m.in. przez terytorium Rosji. Branża wskazuje na rosnące koszty przewozu oraz problemy logistyczne.

Drożeje również węgiel na rynkach europejskich. We wrześniu jego cena w portach ARA wynosiła około 139 dolarów za tonę, o około 40 proc. więcej niż rok wcześniej.

Najgorszy scenariusz? Mroźna zima

To właśnie pogoda może zdecydować, czy obecne problemy pozostaną jedynie kłopotem z dostępnością niektórych sortymentów, czy przerodzą się w znacznie poważniejszy kryzys.

Sektor komunalno-bytowy potrzebuje rocznie około 5-6 mln ton węgla. Jeżeli zima będzie długa i mroźna, zapotrzebowanie gwałtownie wzrośnie. Przy znacznie niższych zapasach, ograniczonej podaży krajowej oraz drogim i trudniejszym logistycznie imporcie presja na ceny może być jeszcze większa.

Nie oznacza to, że w Polsce wszędzie brakuje już węgla. Sytuacja dużej energetyki również jest inna niż gospodarstw domowych. Jednak sygnały z rynku opału trudno ignorować: zapasy są o 44 proc. niższe niż przed rokiem, popularne sortymenty znikają ze sprzedaży, przed niektórymi zakładami ustawiają się kolejki, a tona kosztuje już około 2000 zł. 

Ale prawdziwy test dla rynku dopiero nadejdzie – razem z pierwszymi większymi mrozami.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama