Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
wtorek, 27 października 2026 10:18
Reklama

Spór o polowania w Polsce. Szykuje się wielka batalia o polskie lasy

Polowania 150 metrów od domu mogą przejść do historii. Obywatelski projekt ustawy zakłada 700 metrów, badania myśliwych i jawny rejestr. Trwa walka o podpisy.

Dziś myśliwy może legalnie oddać strzał 150 metrów od zabudowań mieszkalnych. Obywatelski projekt ustawy ma zwiększyć tę odległość do 700 metrów. To tylko jedna z wielu zmian, które mogą wywrócić polskie łowiectwo do góry nogami.

Zbiórka podpisów pod inicjatywą ustawodawczą „Uwaga! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre” trwa do 3 września. Żeby projekt trafił do Sejmu, musi go poprzeć co najmniej 100 tys. osób. Pomysł wywołuje jednak duży sprzeciw środowiska łowieckiego.

Bezpieczeństwo mieszkańców i osób korzystających z lasów

Jedna z najważniejszych zmian dotyczy odległości, w jakiej można strzelać do zwierzyny. Obecnie granica wynosi 150 metrów od zabudowań mieszkalnych. Projekt zakłada jej zwiększenie aż do 700 metrów.

Nie oznacza to jednak bezwzględnego zakazu każdego polowania w takim promieniu. Projekt przewiduje możliwość zmniejszenia odległości do 150 metrów, jeżeli właściciel budynku wyrazi na to pisemną zgodę.

Autorzy zmian przekonują, że chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo mieszkańców i osób korzystających z lasów. Chcą również dać właścicielom większy wpływ na to, co dzieje się w pobliżu ich nieruchomości.

Chcesz iść na grzyby? Najpierw sprawdzisz polowanie

Kolejna zmiana może zainteresować każdego, kto spaceruje, biega, jeździ rowerem albo zbiera grzyby w lesie. Ma powstać publiczny rejestr polowań, dostępny również w formie aplikacji.

Dzięki temu przed wyjściem do lasu będzie można sprawdzić, czy na danym obszarze zaplanowano polowanie. Dzisiaj informacje o polowaniach nie są dostępne dla obywateli w prostym i jednolitym systemie.

Autorzy projektu przekonują, że lasy publiczne są wspólnym dobrem i korzystający z nich ludzie powinni mieć łatwy dostęp do informacji o odbywających się polowaniach.

Myśliwi mają przechodzić obowiązkowe badania

Projekt zakłada także wprowadzenie okresowych badań lekarskich i psychologicznych dla myśliwych.

Inicjatorzy zwracają uwagę, że osoby posługujące się bronią powinny regularnie potwierdzać, że ich stan zdrowia pozwala na bezpieczne polowanie. Obecne przepisy – ich zdaniem – nie zapewniają wystarczającej kontroli w tym zakresie.

Zaostrzone mają zostać również przepisy dotyczące alkoholu i narkotyków. Państwowa Straż Łowiecka otrzymałaby dodatkowe uprawnienia do kontroli trzeźwości, a za polowanie pod wpływem alkoholu lub środków odurzających groziłyby areszt, ograniczenie wolności albo grzywna.

700 metrów to dopiero początek zmian

Lista propozycji jest znacznie dłuższa. Autorzy chcą ograniczyć praktyki, które ich zdaniem nie mają już miejsca we współczesnym łowiectwie.

Projekt zakłada m.in. zakaz nęcenia zwierząt oraz części polowań nocnych z wykorzystaniem noktowizji i termowizji. Ograniczenia mają objąć także polowania z pojazdów i łodzi oraz niektóre formy naganki.

Zniknąć mają również komercyjne polowania organizowane dla cudzoziemców. Firmy działające w tej branży dostałyby trzy lata na wygaszenie działalności.

Większe uprawnienia otrzymałyby natomiast gminy. Mogłyby czasowo zakazywać polowań, np. podczas ferii, świąt czy w innych okresach, gdy z lasów intensywnie korzystają mieszkańcy i turyści.

Myśliwi alarmują: trzy czwarte Polski może wypaść z polowań

Propozycje wywołały zdecydowany sprzeciw Polskiego Związku Łowieckiego. Największe emocje budzi właśnie zwiększenie odległości od zabudowań do 700 metrów.

PZŁ wylicza, że po naniesieniu takich stref na mapę mniej więcej 70-75 proc. powierzchni Polski mogłoby zostać wyłączone z gospodarki łowieckiej.

Zdaniem związku możliwość uzyskania pisemnej zgody właściciela budynku niewiele zmieni. W praktyce na jednym obszarze jeden właściciel mógłby zgodzić się na polowanie bliżej domu, a jego sąsiad już nie.

Myśliwi ostrzegają też przed problemami z regulowaniem liczebności dzików oraz wzrostem szkód wyrządzanych przez zwierzęta w uprawach. Kwestionują również zakaz polowań nocnych, argumentując, że właśnie po zmroku dziki intensywnie żerują.

Autorzy projektu odpowiadają: te wyliczenia wprowadzają w błąd

Inicjatorzy „Uwaga! Polowanie” nie zgadzają się z argumentem o wyłączeniu z łowiectwa trzech czwartych Polski.

Michał Suchora z komitetu inicjatywy wskazuje, że takie wyliczenia zakładają, iż żaden właściciel nie zgodzi się na zmniejszenie wymaganej odległości z 700 do 150 metrów. Według autorów projektu to właśnie właściciel nieruchomości powinien mieć większy wpływ na to, czy w jej pobliżu można polować.

Spór dotyczy również odstrzałów sanitarnych, np. związanych z walką z ASF. PZŁ ostrzega przed ograniczeniem możliwości takich działań, natomiast inicjatorzy projektu przekonują, że proponowane ograniczenia dotyczą polowań i nie mają blokować odstrzałów sanitarnych czy redukcyjnych.

Brakuje jeszcze około 20 tys. podpisów

Do zmiany prawa łowieckiego droga jest jeszcze daleka. Najpierw inicjatorzy muszą zebrać co najmniej 100 tys. ważnych podpisów. Termin upływa 3 września.

Według informacji przekazywanych przez organizatorów akcji do osiągnięcia wymaganego minimum brakuje jeszcze około 20 tys. podpisów. Oznacza to, że ostatnie dni zbiórki mogą zdecydować o tym, czy projekt w ogóle trafi do Sejmu.

Podpisy zbierane są w całej Polsce. Osoby, które popierają proponowane zmiany w prawie łowieckim i chcą poprzeć obywatelski projekt ustawy, mogą znaleźć informacje o punktach zbiórki oraz formularz do wydrukowania na stronie inicjatywy „Uwaga! Polowanie”.

Jeżeli uda się przekroczyć wymagane 100 tys. podpisów, rozpocznie się kolejny etap – parlamentarna batalia o nowe zasady polowań. 

Już teraz widać, że jednym z głównych punktów sporu będzie właśnie liczba 700 metrów. Dla inicjatorów to bezpieczna odległość od domu, dla środowiska łowieckiego – przepis, który może radykalnie ograniczyć możliwość prowadzenia polowań w Polsce.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

W Gorzowie sporo się dzieje. Jan Kaczanowski komentuje ostatnie wydarzenia W Gorzowie sporo się dzieje. Jan Kaczanowski komentuje ostatnie wydarzenia - dlaczego nie podpisał wniosku o odwołanie przewodniczącego – nie chciało mu się po drodze z przedstawicielami Konfederacji (nawiązując krytycznie m.in. do wypowiedzi Grzegorza Brauna). - Apel o współpracę: Kaczanowski apeluje do radnych Koalicji Obywatelskiej, aby nie żywili urazy („nie robili fochów”), wyciągali wnioski z trudnych sytuacji i dążyli do odbudowy zaufania społecznego. - Relacje z prezydentem i koalicje: Gość wyraża sceptycyzm wobec formalnych umów koalicyjnych między prezydentem a radą, uważając, że każda ze stron ma swoje ustawowe kompetencje, a prezydent powinien szukać większości poprzez negocjacje, a nie sztywne układy. 2. Miejskie inwestycje i priorytety - Rozwój infrastruktury: Odpowiadając na obawy mieszkańców, że radni zajmują się sobą zamiast dziurami w chodnikach i drogach, Kaczanowski przedstawia najważniejsze plany inwestycyjne. Wymienia m.in.: - Kontynuację budowy północnej obwodnicy miasta. - Modernizację i remonty dróg oraz chodników (m.in. druga nitka ul. Walczaka, ul. Deszkarta czy ul. Marcinkowskiego, która jest jego „marzeniem” i o której rozmawiał z wiceprezydent Małgorzatą Domagałą). - Termomodernizację obiektów publicznych. - Intensyfikację renowacji starych kamienic w Gorzowie od przyszłego roku. - Stadion piłkarski: Pojawia się wątek modernizacji stadionu piłkarskiego przy ul. Olimpijskiej (dla Warty Gorzów i Stilonu), co dopełniłoby nasycenie miasta obiektami sportowymi (arena, stadion żużlowy, lekkoatletyczny). Kaczanowski podkreśla, że miasto jest bogate w infrastrukturę sportową, jednak kluczowe będzie nie samo wybudowanie obiektów, ale późniejsze koszty ich utrzymania. 3. Sytuacja finansowa i zadłużenie miasta - Kwestia kredytów: Pod koniec programu poruszany jest temat obaw mieszkańców związanych z zaciąganiem przez miasto kolejnego kredytu (w kwocie ok. 130 milionów złotych). - Uspokojenie nastrojów: Wiceprzewodniczący zapewnia, że finanse miasta są pod stałą kontrolą pani skarbnik oraz radnych. Wyjaśnia, że część środków z nowego kredytu pójdzie na spłatę wcześniejszych zobowiązań, a część na inwestycje. Podaje, że przy budżecie rzędu 1,4 miliarda złotych planowane zadłużenie na poziomie ok. 500 milionów złotych stanowi ok. 38% budżetu, co jest bezpiecznym wskaźnikiem (daleko poniżej dopuszczalnego limitu 60%) i wypada korzystnie na tle innych miast, np. Zielonej Góry. Przetwarzano przez 34s Przygotuję artykuł z naciskiem na zmiany w Radzie Miasta, zapowiadane inwestycje i zadłużenie Gorzowa. Oddzielę wypowiedzi Jana Kaczanowskiego od potwierdzonych decyzji i planów. Przeszukane witryny: 11 5 propozycji tytułów SEO 1. Polityczne zamieszanie w Gorzowie. Jan Kaczanowski zabrał głos i wskazał, co dalej 2. Co dalej z Gorzowem po zmianach w Radzie Miasta? Padły ważne deklaracje 3. Gorzów przed ważnymi decyzjami. Kaczanowski o pieniądzach, inwestycjach i polityce 4. 130 milionów złotych kredytu i zmiany w Radzie Miasta. Co czeka Gorzów? 5. Jan Kaczanowski o sytuacji w Gorzowie. Nie zabrakło trudnych tematów Lead Ostatnie wydarzenia w gorzowskim samorządzie wywołały wiele pytań o przyszłość miasta. Zmiana przewodniczącego Rady Miasta, napięcia między radnymi, wielomilionowe inwestycje i rosnące zadłużenie to tylko część tematów, które budzą zainteresowanie mieszkańców. W programie „Prosto z miasta” Telewizji Gorzów do tych spraw odniósł się wiceprzewodniczący Rady Miasta Jan Kaczanowski. Data dodania artykułu: 27.10.2026 09:19
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama