Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
środa, 26 sierpnia 2026 18:42
Reklama

Ozempic bez recepty? W internecie jest furtka. Klikasz i kupujesz

Fałszywy Ozempic jest na wyciągnięcie ręki. W internecie można go kupić bez recepty, a sprzedawcy ukrywają go pod nazwą produktu do badań.

Popularność Ozempicu i innych leków wykorzystujących działanie hormonów GLP-1 stworzyła nowy rynek dla nieuczciwych sprzedawców. W internecie można bez recepty kupić semaglutyd, czyli substancję czynną stosowaną w Ozempic – leku poszukiwanym przez osoby, które chcą zahamować apetyt albo zredukować zbędne kilogramy. 

Problem w tym, że oferowany produkt nie jest lekiem, a sprzedawcy próbują ukryć jego rzeczywiste przeznaczenie pod hasłem „peptydu do badań”. Główny Inspektorat Farmaceutyczny (GIF) zna problem i przyznaje w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej”, że przepisy wymagają uszczelnienia.

„Do badań”, ale z instrukcją odchudzania

Mechanizm jest prosty. W internetowym sklepie pojawia się semaglutyd opisany jako odczynnik chemiczny, materiał laboratoryjny albo peptyd przeznaczony wyłącznie do badań. Formalnie sprzedawca zastrzega więc, że produktu nie wolno stosować u ludzi ani zwierząt.

Na tym jednak często kończy się ostrożność. W opisach produktów pojawiają się informacje o hamowaniu apetytu, redukcji masy ciała i wpływie semaglutydu na organizm. Niektóre strony publikują nawet schematy dawkowania, jednocześnie dodając zastrzeżenie, że są one przeznaczone wyłącznie do celów naukowych.

„Rzeczpospolita” znalazła oferty, w których nazwa Ozempic pojawiała się wielokrotnie. Jeden z produktów zawierających 2 mg semaglutydu kosztował 349 zł. Inny był reklamowany jako peptyd wspomagający kontrolę masy ciała za 219 zł. Kolejna oferta kosztowała 329 zł.

To pokazuje, jak działa ten model sprzedaży. Oficjalnie produkt nie jest lekiem. W praktyce opis oferty ma przekonać klienta, że właśnie tego produktu szuka.

Nie trzeba recepty. Nie trzeba nawet być badaczem

Najbardziej niepokojący jest sposób zakupu. Jak wynika z ustaleń „Rzeczpospolitej”, sprzedawcy nie wymagają recepty, dokumentów potwierdzających prowadzenie badań ani nawet oświadczenia, że kupujący rzeczywiście zajmuje się badaniami naukowymi. Wystarczy wybrać produkt, zapłacić i wskazać adres dostawy. Paczka może trafić nawet do automatu paczkowego.

W przypadku prawdziwego Ozempicu sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jest to lek wydawany na receptę. GIF podkreśla, że w przypadku produktów leczniczych zawierających agonistów receptora GLP-1, w tym semaglutyd, sprzedaż wysyłkowa nie jest dozwolona nawet przez legalnie działającą aptekę internetową. Wydanie takiego leku pacjentowi może nastąpić wyłącznie w aptece stacjonarnej po okazaniu recepty.

Różnica jest więc zasadnicza: w legalnym obrocie pacjent musi mieć receptę i odebrać lek w aptece. W internetowym sklepie z „peptydem badawczym” wystarczy karta płatnicza i adres.

Dlaczego sprzedawcy mogą tak działać?

Tu pojawia się najważniejsza luka. Sprzedawca formalnie deklaruje, że nie sprzedaje leku. Oferuje „research-grade semaglutide”, czyli substancję do badań. Jednocześnie może szczegółowo opisywać jej wpływ na apetyt i masę ciała oraz odnosić się do Ozempicu.

GIF przyznaje, że zna problem takich ofert. Inspektorat wskazuje, że tego rodzaju preparaty nie mają pozwolenia na dopuszczenie do obrotu w Polsce jako produkty lecznicze. Jednocześnie podkreśla, że sposób ich prezentowania może wskazywać na faktyczne przeznaczenie do stosowania przez ludzi.

To właśnie sposób prezentacji może mieć kluczowe znaczenie. Sam napis „tylko do celów badawczych” nie rozstrzyga jeszcze, czym w rzeczywistości jest produkt. Liczy się całość przekazu: nazwa, opis, oznakowanie, reklama i sposób oferowania.

W przypadku semaglutydu sprawa jest szczególnie istotna, bo chodzi o substancję czynną stosowaną w zarejestrowanych lekach. Nie można więc traktować takiej oferty jak zwykłego zakupu suplementu czy kosmetyku.

GIF: To może być działalność poza legalnym obrotem

Stanowisko GIF jest jednoznaczne. Inspektorat wskazuje, że internetowe oferty produktów leczniczych zawierających agonistów GLP-1, takich jak semaglutyd, mogą oznaczać oferowanie produktów leczniczych poza legalnym łańcuchem dystrybucji albo produktów sfałszowanych. GIF deklaruje również, że w przypadku ujawnienia takich działań kieruje zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do prokuratury i organów ścigania.

Problemem jest jednak ustalenie, kto stoi za konkretną ofertą. Strony mogą działać pod różnymi nazwami, a ich opisy są konstruowane tak, żeby formalnie wskazywać na zastosowanie laboratoryjne. GIF przyznaje, że taka niejednoznaczność utrudnia identyfikację i podjęcie odpowiednich działań.

To nie pierwszy raz, gdy inspekcja ostrzega przed takim mechanizmem. Już w sierpniu 2025 r. GIF i GIS ostrzegały przed nielegalnym obrotem syntetycznymi peptydami oferowanymi jako odczynniki chemiczne lub produkty do badań. Organy zalecały, aby nie przyjmować doustnie ani nie wstrzykiwać sobie substancji, które nie są przeznaczone do stosowania przez ludzi.

Największe ryzyko ponosi kupujący

Dla osoby szukającej tańszego sposobu na odchudzanie oferta może wyglądać kusząco. Ozempic jest popularny, a jego cena według ustaleń „Rzeczpospolitej” zaczyna się od około 400-500 zł. Jednocześnie lek bywa trudno dostępny w aptekach. Tymczasem internetowe „zamienniki” można znaleźć taniej i zamówić bez wizyty u lekarza.

Problem polega na tym, że kupujący nie otrzymuje gwarancji, którą daje legalny rynek farmaceutyczny. Nie ma pewności dotyczącej składu, jakości, bezpieczeństwa, procesu produkcji czy warunków przechowywania.

Producent Ozempicu, firma Novo Nordisk, również ostrzega przed kupowaniem leków lub produktów przedstawianych jako ich odpowiedniki z niezweryfikowanych źródeł internetowych. W takim przypadku nie ma gwarancji, że produkt ma odpowiedni skład i jakość ani że był prawidłowo wyprodukowany i przechowywany.

Prawo ma zostać uszczelnione

Sprawa jest na tyle poważna, że potrzebę zmian dostrzega sam GIF. Na początku 2026 r. inspektorat wraz z Urzędem Rejestracji Produktów Leczniczych, Rzecznikiem Praw Pacjenta i GIS podpisał porozumienie dotyczące m.in. monitorowania rynku i zwalczania nielegalnego obrotu produktami imitującymi leki. Sygnatariusze zadeklarowali również przygotowanie propozycji zmian legislacyjnych mających uszczelnić przepisy.

Dziś sytuacja wygląda więc paradoksalnie. Przepisy wymagają recepty na Ozempic, ale osoba zainteresowana jego działaniem może znaleźć w internecie substancję czynną tego leku, kliknąć „kup teraz” i odebrać przesyłkę bez jakiejkolwiek kontroli medycznej.

I właśnie to jest największym problemem tego procederu. Nie chodzi wyłącznie o to, że ktoś sprzedaje produkt pod nazwą „peptydu badawczego”. Chodzi o to, że za takim określeniem może kryć się oferta skierowana wprost do konsumenta, który chce schudnąć i szuka łatwiejszej, tańszej drogi do terapii kojarzonej z Ozempikiem.

A w przypadku substancji stosowanej w lekach na receptę kilka kliknięć zamiast konsultacji z lekarzem może oznaczać nie tylko złamanie zasad legalnego obrotu, ale przede wszystkim realne ryzyko dla zdrowia.

Dziękujemy że jesteś z nami


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama