Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
wtorek, 3 listopada 2026 15:05

Obrońcy zwierząt idą po mandaty. Ludzie związani z DIOZ chcą wejść do Sejmu

Nie chcą już tylko protestować przed Sejmem i przekonywać posłów. Chcą sami w nim zasiąść. Partia dla Zwierząt została oficjalnie zarejestrowana.

Na polskiej scenie politycznej – podaje „Rzeczpospolita” – pojawiło się nowe ugrupowanie. Sąd Okręgowy w Warszawie 9 października zarejestrował Partię dla Zwierząt. Jej twórczynie zapewniają, że nie chodzi o polityczny happening. Chcą realnie walczyć o wpływ na prawo, a w przyszłości także o miejsca w parlamencie.

– Nie jest to forma happeningu, a naszą inicjatywę traktujemy zupełnie poważnie – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Joanna Marcinkowska, jedna ze współzałożycielek ugrupowania. 

Jak podkreśla, podobne partie działają w innych państwach europejskich, a jej zdaniem miejsce dla takiej formacji jest również w Polsce.

Z protestów chcą przenieść się do polityki

Partię zgłosiły do rejestru prof. Joanna Marcinkowska, artystka i wykładowczyni Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, Krystyna Pietruszka, wiceprezeska Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt (DIOZ) oraz psycholożka i psychoterapeutka Anna Prokop.

Wszystkie są związane z działalnością na rzecz ochrony zwierząt i DIOZ. Brały udział m.in. w protestach dotyczących koni wożących turystów do Morskiego Oka oraz kampanii na rzecz zakazu trzymania psów na łańcuchach. Pojawiały się również w Sejmie podczas prac nad przepisami dotyczącymi zwierząt.

Teraz chcą mieć większą sprawczość. Zdaniem Marcinkowskiej partie obecne w Sejmie podejmują czasem tematy prozwierzęce, ale często brakuje im konsekwencji. Nowa formacja ma sprawić, że ochrona zwierząt stanie się samodzielnym tematem politycznym, a nie jednym z wielu punktów programów dużych ugrupowań

Nad nową partią od początku unosi się cień DIOZ

Powiązania założycielek z Dolnośląskim Inspektoratem Ochrony Zwierząt mogą jednak być dla nowej partii zarówno atutem, jak i poważnym obciążeniem.

DIOZ jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych organizacji prozwierzęcych w kraju. Mimo urzędowo brzmiącej nazwy nie jest państwową inspekcją, lecz prywatnym stowarzyszeniem. Organizacja znana jest z bezkompromisowych interwencji i odbierania zwierząt właścicielom, których podejrzewa o złe traktowanie.

Ma dużą grupę zwolenników, ale również bardzo zdecydowanych przeciwników. Krytycy zarzucają jej m.in. niewłaściwy sposób prowadzenia niektórych interwencji, ingerowanie w prawo własności oraz sposób organizowania zbiórek pieniędzy.

Na początku 2025 roku CBŚP pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Świdnicy wszczęło śledztwo dotyczące działalności DIOZ. Według „Rzeczpospolitej” dotyczy ono możliwości popełnienia przestępstw związanych m.in. z kradzieżami, naruszeniem nietykalności podczas interwencji oraz oszustwami przy zbiórkach. W tym samym roku sąd uznał prezesa DIOZ Konrada Kuźmińskiego i pracownika organizacji za winnych kradzieży psa podczas jednej z interwencji.

Sama prof. Marcinkowska zdecydowanie broni DIOZ. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” określa go jako najskuteczniejszą i najbardziej prężną organizację ratującą zwierzęta w Polsce. Jej zdaniem bezkompromisowe działania powodują, że DIOZ ma nie tylko wielu sympatyków, ale również wrogów.

Ekspert: trudno wyobrazić sobie wejście do Sejmu

Największym problemem nowej partii może być jednak nie DIOZ, lecz wyborcza matematyka. Samodzielnie startujące ugrupowanie musi przekroczyć 5-procentowy próg wyborczy.

Łukasz Pawłowski, prezes Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, nie daje nowej formacji dużych szans.

– Przy obecnej temperaturze sporu politycznego w Polsce, który w dużej mierze ma charakter dwubiegunowy, trudno wyobrazić sobie wejście do Sejmu partii o tak wąskich zainteresowaniach – mówi „Rzeczpospolitej”.

Pawłowski przypomina, że na polskiej scenie pojawiały się już ugrupowania próbujące reprezentować określone grupy społeczne.

– Mieliśmy już partie kobiet, przedsiębiorców czy samorządowców i żadna z nich nie odniosła sukcesu. Tym bardziej trudno wróżyć powodzenie ugrupowaniu o potencjalnie jeszcze węższym elektoracie – ocenia.

Jego zdaniem sama rejestracja ugrupowania, do której konieczne było zebranie co najmniej tysiąca podpisów, może mieć większe znaczenie wizerunkowe niż stricte polityczne.

W Europie zwierzęta mają już swoich posłów

Założycielki Partii dla Zwierząt nie zamierzają jednak rezygnować. Wskazują, że podobne ugrupowania funkcjonują w wielu krajach europejskich.

Najbardziej znanym przykładem jest holenderska Partia dla Zwierząt, która zdobywa mandaty w parlamencie. Polityczną reprezentację ma również portugalskie ugrupowanie Ludzie-Zwierzęta-Przyroda. Partie o podobnym profilu działają m.in. w Niemczech, Hiszpanii, Francji, Belgii, Finlandii i Włoszech.

– To pokazuje, że polityczna reprezentacja interesów zwierząt jest w Europie realna. Wierzymy, że podobnie może być również w Polsce – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Marcinkowska.

Droga do polskiego Sejmu będzie jednak wyjątkowo trudna. Nowa partia musi nie tylko przekonać wyborców, że prawa zwierząt są wystarczającym powodem do oddania na nią głosu. Będzie też musiała zmierzyć się z emocjami i sporami, które od lat towarzyszą działalności środowiska DIOZ.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama