Przed tygodniem piłkarze Warty Gorzów zderzyli się ze ścianą w Goczałkowicach, gdzie wysoko przegrali z miejscowym LKS-em 4:1. W sobotę bordowo-granatowych czekała okazja do rehabilitacji, która też klarowała się w ich zasięgu. Do Gorzowa bowiem przyjechała Ślęza Wrocław, czyli zespół mający spore problemy w tym sezonie. Ekipa ta fatalnie rozpoczęła nową kampanię i od samego jej początku okupuje miejsca w strefie spadkowej. Wrocławianie w dziewięciu dotychczasowych meczach zainkasowali zaledwie sześć punktów. W statystyce tej Warciarze upatrywali swoich szans do powrotu na zwycięsko ścieżkę.
Zobacz też:
Od pierwszych minut Warta wyraźnie zaznaczyła swoją obecność na boisku, szczególnie aktywnie wykorzystując lewą flankę. To właśnie tam gorzowianie konstruowali kolejne ataki, a sporo pracy obrońcom Ślęzy sprawiał Krystian Rybicki. Pierwszy strzał gospodarze oddali już w szóstej minucie, kiedy na uderzenie zdecydował się Alan Dziuniak. Próba została jednak zablokowana przez jednego ze stoperów gości. Trzy minuty później Warta dopięła swego. Gorzowianie odzyskali piłkę w środkowej strefie i szybko przeprowadzili składną akcję. Mateusz Nazar dostrzegł wbiegającego w wolną przestrzeń Dziuniaka i posłał mu piłkę w uliczkę. Napastnik Warty wbiegł w pole karne, a następnie zagrał futbolówkę wzdłuż bramki. Tam znalazł się Rybicki, który bez problemów skierował ją do pustej bramki. Zdobyta bramka nie zmieniła obrazu spotkania. Warta nadal kontrolowała wydarzenia na murawie i skutecznie odbierała Ślęzie możliwość rozwinięcia skrzydeł. Wrocławianie długo nie potrafili stworzyć większego zagrożenia. W 19. minucie z dystansu uderzył Konrad Korba, lecz piłka bezpiecznie minęła bramkę strzeżoną przez Wojciecha Szpalera. W kolejnych minutach tempo spotkania wyraźnie spadło. Ślęza próbowała swoich sił przede wszystkim strzałami z dalszej odległości, ale nie były one na tyle groźne, by zmusić golkipera Warty do poważniejszych interwencji. Pierwszy raz Szpaler musiał zachować większą czujność w 36. minucie, gdy Robert Wójcik próbował zaskoczyć go sprytnym lobem. Bramkarz gospodarzy bez problemu poradził sobie jednak z tym zagraniem. Końcówka pierwszej połowy przebiegała już w niemal spacerowym tempie. Warta spokojnie kontrolowała wynik, natomiast Ślęza nie potrafiła znaleźć sposobu na sforsowanie defensywy gospodarzy. Do przerwy gorzowianie schodzili więc z jednobramkowym prowadzeniem.
Zobacz też:
Po zmianie stron obraz gry uległ częściowej zmianie. Ślęza wyszła na drugą połowę znacznie bardziej zmotywowana. Trener Grzegorz Kowalski najwyraźniej mocno mobilizował swój zespół w szatni, ponieważ wrocławianie od pierwszych minut drugiej odsłony próbowali przejąć inicjatywę. Warta dobrze jednak funkcjonowała w defensywie, zamykając swoim rywalom kolejne przestrzenie. Goście dochodzili wprawdzie w okolice pola karnego, ale ich akcje najczęściej kończyły się niecelnymi uderzeniami. W 58. minucie gospodarze byli bardzo blisko podwyższenia prowadzenia. Piotr Majerczyk zdecydował się na centrostrzał, który niemal zaskoczył bramkarza Ślęzy. Piłka prześlizgnęła się jednak po poprzeczce i wyszła poza boisko. Niewykorzystana szansa zemściła się na Warcie w 69. minucie. W polu karnym gospodarzy piłkę ręką zagrał Jeremi Osuch, a arbiter wskazał na jedenasty metr. Do wykonania rzutu karnego podszedł Wójcik. Zawodnik Ślęzy zachował zimną krew i pewnym uderzeniem doprowadził do wyrównania. Po stracie gola Warta próbowała ponownie uporządkować grę, ale spotkanie stało się bardziej wyrównane. Obie drużyny toczyły walkę przede wszystkim w środkowej strefie boiska, a sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Ślęza, rozochocona zdobyciem bramki, nie zamierzała jednak poprzestawać na remisie. W końcówce to właśnie wrocławianie mieli więcej z gry, choć ich ataki były skutecznie rozbijane jeszcze przed polem karnym Warty. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie. Warta Gorzów zremisowała ze Ślęzą Wrocław 1:1. Gospodarze mogą odczuwać niedosyt, ponieważ przez długi czas mieli spotkanie pod kontrolą, a przy lepszym wykorzystaniu swoich okazji mogli znacznie wcześniej odskoczyć rywalowi. Zamiast trzech punktów musieli jednak zadowolić się jednym.
Za tydzień czeka Wartę wyjazd do Katowic, gdzie zmierzy się ze Spartą.
Zobacz też:
Stilon Gorzów w sobotę wybrał się na jeden z bliższych wyjazdów tego sezonu ligowego. Drużyna prowadzona przez trenera Karola Gliwińskiego zagościła w Gubinie, czyli do przebycia miała zaledwie 170 kilometrów. Miejscowa Carina dotychczas spisywała się zdecydowanie poniżej oczekiwać i przed meczem z gorzowianami zajmowała ostatnie miejsce w tabeli. Słabą postawę gubinianie zdołali również przenieść na kanwę pucharową, ponieważ odpadli oni już z okręgowych rozgrywek. Piętrzące się problemy sportowe spowodowały, że Carina zdążyła już zmienić trenera. W tych okolicznościach Stilon do Gubina jechał po przełamanie serii pięciu kolejnych spotkań ligowych bez zwycięstwa.
Zobacz też:
Początek spotkania należał zdecydowanie do gospodarzy. Carina wysokim pressingiem zamykała Stilon na jego połowie, a już w 13. minucie objęła prowadzenie. Brazylijczyk Elorhan wbiegł w pole karne i mocno zagrał piłkę wzdłuż bramki, a niepilnowany Kacper Szostak pewnym strzałem pokonał Adama Stachowiaka. Gorzowianie długo nie mogli złapać właściwego rytmu, ale w drugiej części pierwszej połowy zaczęli przejmować inicjatywę. W 31. minucie ich starania przyniosły efekt. Po zagraniu ręką Miłosza Nowika sędzia podyktował rzut karny, a Mateusz Walczak pewnie wykorzystał jedenastkę.
Po zmianie stron obie drużyny miały swoje okazje. Stilon częściej wywalczał rzuty rożne, natomiast Carina szukała swoich szans w kontratakach. Przełom nastąpił w 76. minucie. Po akcji prawą stroną piłka trafiła przed pole karne do Antoniego Bezdela, który bez przyjęcia plasowanym strzałem dał gorzowianom prowadzenie. Cztery minuty później Stilon zadał decydujący cios. Marcel Pawłowski przejął piłkę przed polem karnym, minął rywala i strzałem między nogami Filipa Chadały podwyższył na 1:3. Gospodarze nie zdołali już odpowiedzieć, choć w końcówce Stachowiak jeszcze musiał wykazać się refleksem.
Stilon wygrał trzeci mecz w sezonie i awansował na siódme miejsce w tabeli. Za tydzień gorzowianie podejmą Barycz Sułów.
Pozostałe wyniki kolejki:
Miedź II Legnica 0:2 Sparta Katowice
Górnik Polkowice 0:1 Odra Bytom Odrzański
Karkonosze Jelenia Gora - LKS Goczałkowice (sobota, 17:00)
Barycz Sułów - Zagłębie II Lubin (sobota, 18:00)
ROW Rybnik - Stal Brzeg (sobota, 18:00)
MKS Kluczbork - Polonia Nysa (sobota, 18:00)
Zagłębie Sosnowiec - Raków II Częstochowa (14 października)
Aktualna tabela III ligi.
| Drużyna | Mecze | Punkty | Bramki | |
| 1 | Sparta Katowice | 10 | 23 | 18-6 |
| 2 | Odra Bytom Odrzański | 10 | 23 | 12-4 |
| 3 | Zagłębie II Lubin | 9 | 21 | 19-9 |
| 4 | Barycz Sułów | 9 | 19 | 14-8 |
| 5 | Zagłębie Sosnowiec | 9 | 16 | 14-9 |
| 6 | Górnik Polkowice | 10 | 14 | 18-17 |
| 7 | Stilon Gorzów Wlkp. | 10 | 13 | 17-14 |
| 8 | Warta Gorzów Wlkp. | 10 | 13 | 10-16 |
| 9 | Karkonosze Jelenia Góra | 9 | 12 | 10-7 |
| 10 | MKS Kluczbork | 9 | 12 | 9-14 |
| 11 | Miedź II Legnica | 10 | 11 | 23-20 |
| 12 | ROW Rybnik | 9 | 11 | 18-15 |
| 13 | Stal Brzeg | 9 | 11 | 15-12 |
| 14 | LKS Goczałkowice Zdrój | 9 | 11 | 11-13 |
| 15 | Raków II Częstochowa | 9 | 9 | 12-17 |
| 16 | Ślęza Wrocław | 10 | 7 | 15-26 |
| 17 | Polonia Nysa | 9 | 5 | 8-21 |
| 18 | Carina Gubin | 10 | 5 | 7-22 |
Do II ligi bezpośredni awans uzyska najlepszy zespół, a druga drużyna w tabeli zagra w barażach. Z ligą pożegnają się przynajmniej trzy ostatnie ekipy.
Dziękujemy, że jesteś z nami!

Napisz komentarz
Komentarze