To miał być zwyczajny dzień. Nic nie zapowiadało, że kilka godzin później rodzina Gamalskich będzie ratować życie i patrzeć, jak płonie ich dom. Do tragedii doszło w nocy z 4 na 5 kwietnia, około godziny czwartej nad ranem.
Jak wynika z opisu opublikowanego przy zbiórce, domowników obudził niepokojący hałas dochodzący ze strychu. Początkowo wydawało się, że to odgłosy zwierząt. Sytuacja bardzo szybko okazała się jednak znacznie poważniejsza.
„To był zwykły dzień. Nic nie wskazywało na to, że za kilka godzin nasze życie całkowicie się zmieni...
Niestety – w nocy z 4 na 5 kwietnia, około godziny 4:00, obudził nas dźwięk przypominający odgłosy zwierząt na strychu. Myśleliśmy, że to kuna... Niestety to nie były zwierzęta.
Po wyjrzeniu przez okno zobaczyliśmy w odbiciu samochodu języki ognia unoszące się nad naszym domem. W jednej chwili wszystko stało się jasne. Liczyły się sekundy. Szybka ewakuacja uratowała nam życie” – czytamy w opisie zbiórki. Rodzina podkreśla, że tylko natychmiastowa reakcja pozwoliła uniknąć jeszcze większej tragedii. W tej sytuacji najważniejsze było opuszczenie budynku. Wszyscy przeżyli, ale po pożarze dom został niemal całkowicie zniszczony.
O pomoc w imieniu swoim i rodziców zwrócił się Krzysztof Gamalski. W opublikowanym apelu opisał skalę zniszczeń i sytuację, w jakiej znalazła się rodzina po pożarze.
„Dzień dobry,
nazywam się Krzysztof Gamalski. Piszę w imieniu swoim i moich rodziców, ponieważ bardzo potrzebujemy Waszej pomocy...
Na naszych oczach, z minuty na minutę, rozegrał się prawdziwy dramat. Cały dorobek życia moich rodziców stanął w płomieniach” – napisał.
Na miejscu bardzo szybko pojawiła się straż pożarna. Jak zaznacza rodzina, strażacy podjęli działania, by opanować ogień i ograniczyć skutki pożaru. Mimo tego zniszczenia okazały się bardzo poważne.
„Straż pożarna bardzo szybko pojawiła się na miejscu i zrobiła wszystko, co w ich mocy, aby walczyć z żywiołem – za co jesteśmy im ogromnie wdzięczni. Ich pomoc jest nieoceniona. Niestety, mimo ich wysiłków, straty są ogromne. Dom uległ niemal całkowitemu zniszczeniu...
Wszystko, co było w środku, zostało spalone lub zalane. Nic nie nadaje się do użytku. W jednej chwili straciliśmy wszystko, na co moi rodzice pracowali przez całe życie” – czytamy.
Obecnie rodzina czeka na decyzję dotyczącą dalszych losów budynku. Nie ma jeszcze ostatecznej odpowiedzi, czy dom będzie można wyremontować, czy konieczna okaże się jego rozbiórka. W obu przypadkach koszty będą bardzo wysokie.
„W tej chwili czekamy na decyzję, czy dom będzie nadawał się do remontu, czy konieczna będzie jego rozbiórka. Niezależnie od tego, oznacza to ogromne koszty, które przekraczają nasze możliwości” – napisał Krzysztof Gamalski.
Dlatego rodzina zdecydowała się uruchomić zbiórkę i poprosić o wsparcie. Jak podkreśla, każda wpłata ma pomóc w odbudowie domu i powrocie do normalnego życia po tragedii, która rozegrała się w ciągu jednej nocy.
„Dlatego zwracamy się do Was z ogromną prośbą o pomoc. Każda, nawet najmniejsza wpłata, daje nam nadzieję na odbudowanie domu i powrót do normalnego życia.
Wierzymy w ludzką dobroć i Wasze wielkie serca. Dziękujemy za każdą okazaną pomoc, wsparcie, udostępnienie zbiórki oraz dobre słowo” – czytamy w opisie zbiórki.
Pożar zabrał rodzinie Gamalskich poczucie bezpieczeństwa i miejsce, które było ich domem. Dziś najważniejsze jest ustalenie, czy budynek nadaje się jeszcze do uratowania oraz zdobycie środków, które pozwolą rozpocząć kolejny etap walki o powrót do codzienności.
Dziękujemy, że jesteś z nami!














Napisz komentarz
Komentarze