Do tej pory wyjazdy na Górny Śląsk w sezonie 2026/27 nie były szczęśliwe dla piłkarzy Warty Gorzów. Bordowo-granatowi w pierwszych dziesięciu kolejkach na ziemiach tych zameldowali się dwukrotnie i za każdym razem do domu wracali z wysokimi porażkami. W jedenastej serii zmagań Warciarze ponownie udali się w tej rejon Polski, a poprzeczka znowu powędrowała bardzo wysoko. Drużyna prowadzona przez trenera Grzegorza Kopernickiego obrała bowiem kierunek na Katowice i obiekt Sparty, czyli zespołu, który dotychczas był najlepszy w lidze i zajmował pierwsze miejsce w tabeli. Statystyki z bieżącej kampanii wymownie przemawiały za gospodarzami, ale Warta miała miłe wspomnienia z ostatniej wizyty na tym stadionie. Rok temu bordowo-granatowi pokonali Spartę na jej terenie 3:4 w dramatycznych okolicznościach.
Zobacz też:
Warta od pierwszych sekund pokazała, że do Katowic nie przyjechała wyłącznie po to, by bronić się przed liderem. Już w drugiej minucie Karol Gardzielewicz przebojowo przedarł się w pole karne Sparty i oddał płaski, celny strzał na bramkę Bartosza Kucharskiego. Gorzowianie od początku stosowali również bardzo wysoki pressing, utrudniając gospodarzom spokojne konstruowanie akcji. Pierwszą próbę Sparta oddała w szóstej minucie, gdy Sylwester Lusiusz uderzył jednak wprost w Wojciecha Szpalera. Kilka minut później gospodarze cieszyli się z gola, ale przedwcześnie. W dziesiątej minucie do siatki Warty trafił Rafał Wolsztyński, jednak doświadczony napastnik znajdował się na pozycji spalonej. Z czasem inicjatywę zaczęli przejmować katowiczanie. Sparta prezentowała wysoką kulturę gry, wymieniała piłkę często na jeden kontakt i coraz częściej gościła pod bramką Szpalera. Golkiper Warty miał więc sporo pracy, ale długo nie dawał się zaskoczyć. W środkowej części pierwszej połowy napór gospodarzy nieco zelżał, a Warta zaczęła odpowiadać własnymi atakami oraz stałymi fragmentami gry. W 31. minucie Sparta była jednak bardzo blisko objęcia prowadzenia. Mateusz Michalski oddał chytry strzał z ostrego kąta, lecz Szpaler popisał się efektowną interwencją. Dobry fragment gospodarzy zakończył się za to trafieniem... Warty. W 39. minucie świetną indywidualną akcję przeprowadził Krystian Rybicki. Pomocnik minął trzech rywali i przeniósł ciężar gry na lewą stronę, gdzie znalazł się Piotr Majerczyk. Kapitan gorzowskiego zespołu miękko dośrodkował w pole bramkowe, a tor lotu piłki przeciął Michał Bedronka. Obrońca Sparty zrobił to jednak na tyle niefortunnie, że skierował futbolówkę do własnej bramki. Warta objęła prowadzenie 0:1. Do przerwy gospodarze ponownie ruszyli do ataku, ale nie zdołali poważnie zagrozić bramce Szpalera. Gorzowianie schodzili więc do szatni z minimalną, ale niezwykle cenną zaliczką.
Zobacz też:
Po zmianie stron Sparta od razu rzuciła się do odrabiania strat. W pierwszych dwóch minutach gospodarze dwukrotnie stworzyli sobie bardzo dobre sytuacje, lecz Warta skutecznie odpierała kolejne ataki. Dużym wsparciem dla defensywy był Szpaler, który utrzymywał bardzo wysoki poziom. Jednocześnie Warta nie zamierzała ograniczać się wyłącznie do obrony. Po kolejnej indywidualnej akcji Rybickiego w dogodnej pozycji znalazł się Alan Dziuniak. Napastnik bordowo-granatowych mocno uderzył, ale wprost w Kucharskiego. W kolejnych minutach Sparta ponownie zdominowała wydarzenia na boisku. Gospodarze coraz częściej próbowali dośrodkowań, ale gorzowska defensywa radziła sobie z nimi bardzo dobrze. W 75. minucie blisko wyrównania był Robert Woźniak. Rezerwowy Sparty znalazł się tuż przed bramką, lecz źle trafił w piłkę i bez problemów złapał ją Szpaler. Końcówka spotkania przyniosła prawdziwe oblężenie bramki Warty. Katowiczanie mnożyli stałe fragmenty gry, coraz częściej kotłowało się w polu karnym gości, ale gorzowianie bronili się niczym mur. Gdy po kolejnej niewykorzystanej sytuacji gospodarzy nerwy puściły zawodnikom obu zespołów i doszło do przepychanek, arbiter szybko opanował sytuację. Warta była już bardzo blisko wywiezienia z Katowic pełnej puli. W 92. minucie doszło jednak do fatalnego błędu Szpalera przy wyprowadzeniu piłki. Bramkarz Warty poślizgnął się podczas wykopu, a futbolówkę na trzydziestym metrze przejął Mateusz Mazurek. Zawodnik Sparty natychmiast zdecydował się na lobowanie podnoszącego się z murawy golkipera i trafił do siatki. Gospodarze po wyrównaniu nie zamierzali się zatrzymywać. W końcówce Szpaler jeszcze dwukrotnie ratował Wartę przed utratą drugiego gola. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 1:1.
Dla gorzowian jest to remis z jednej strony cenny, bo wywalczony na boisku lidera, z drugiej pozostawiający spory niedosyt. Do sprawienia sensacji Warciarzom zabrakło bowiem zaledwie kilkudziesięciu sekund. Dla kibiców z Gorzowa mogło to być zresztą nieprzyjemne deja vu – kilka tygodni wcześniej na tym samym stadionie w bardzo podobnych okolicznościach bramkę na wagę porażki stracił Stilon.
Warta wraca więc z Katowic z jednym punktem, ale może mieć świadomość, że była bardzo blisko pokonania lidera. Na kolejne ligowe spotkanie bordowo-granatowi nie będą musieli daleko podróżować. Za tydzień w Gorzowie podejmą Polonię Nysa.
Zobacz też:
Trzy godziny później swój mecze jedenastej kolejki rozpoczął Stilon Gorzów, który podjął przed własną publicznością Barycz Sułów. Niebiesko-biali do tej konfrontacji przystąpili świeżo po wyjazdowym zwycięstwie w Gubinie nad Cariną. Triumf ten był pierwszym po pięciu meczach bez kompletu punktów, co pozwoliło Stilonowi odskoczyć od strefy spadkowej. Barycz to, podobnie z resztą jak Stilonowcy, beniaminek Betclic III ligi, ale, oprócz tego statusu, więcej obie drużyny dzieli, aniżeli łączy. Sułowanie bowiem na ten szczebel rozgrywkowy weszli z ogromnym animuszem i nie ukrywają, że chcą podłączyć się do walki o awans. Stilonowcy jednak przed swoimi kibicami są wstanie sprawiać niespodzianki i piąć się w górę ligowej układanki.
Zobacz też:
Pierwsze minuty należały do wyżej notowanej Baryczy. Goście długo utrzymywali się przy piłce i kombinacyjnymi akcjami próbowali rozmontować dobrze zorganizowaną defensywę Stilonu. Brakowało im jednak konkretów pod bramką. Gospodarze pierwszy strzał oddali w 10. minucie, gdy Mateusz Rzepecki próbował zaskoczyć bramkarza podkręconym uderzeniem, lecz piłka minimalnie minęła bramkę. Stilon często musiał przerywać akcje rywali faulami, za co w pierwszym kwadransie obejrzał dwie żółte kartki. Ofiarne interwencje pozwalały jednak utrzymywać bezbramkowy wynik. W 21. minucie Stilon przeprowadził świetną kontrę, po której obrońca Baryczy zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym. Pod nieobecność kontuzjowanego Mateusza Walczaka odpowiedzialność za wykonanie jedenastki wziął na siebie Marcel Misztal. Pomocnik pewnie pokonał Oskara Szyptura i otworzył wynik. Kilka minut później gospodarze mogli podwyższyć, ale po zamieszaniu piłka zatrzymała się na bocznej siatce. Na 2:0 Stilon czekał do 30. minuty. Barycz niechlujnie wyprowadzała piłkę z własnej połowy, przejął ją Wojciech Pielak i gorzowianie ruszyli w kontrze trzech na dwóch. Pielak po kilkunastu metrach wypuścił w uliczkę Marcela Pawłowskiego, a ten w sytuacji sam na sam nie dał szans bramkarzowi. Do przerwy gospodarze prowadzili zasłużenie dwoma golami.
Po zmianie stron Barycz ruszyła do odrabiania strat. W ciągu dwóch minut dwukrotnie zagroziła bramce Adama Stachowiaka, a później groźnie z rzutu wolnego uderzał Marcin Przybylski. Bramkarz Stilonu był jednak tego dnia w bardzo dobrej dyspozycji. W 60. minucie na trybuny został odesłany trener gospodarzy Karol Gliwiński, który głośno oprotestował jedną z decyzją arbitra. W środkowej części drugiej połowy mecz zrobił się otwarty. Stilon miał okazje na trzeciego gola, ale Barycz również szukała kontaktu. W 77. minucie dopięła swego – strzałem sprzed pola karnego Stachowiaka pokonał Piotr Grzelczak. Końcówka należała już do gości. Stilon cofnął się niemal całą jedenastką, ale wytrzymał napór i dowiózł zwycięstwo 2:1. Dzięki drugiej wygranej z rzędu niebiesko-biali awansowali na siódme miejsce w tabeli. Za tydzień czeka ich wyjazdowe spotkanie z Górnikiem Polkowice.
Pozostałe wyniki kolejki:
Zagłębie II Lubin 1:1 Górnik Polkowice
Polonia Nysa 1:2 Miedź II Legnica
LKS Goczałkowice 0:1 ROW Rybnik
Stal Brzeg - Carina Gubin (sobota, 15:00)
Ślęza Wrocław 2:0 Karkonosze Jelenia Góra
Odra Bytom Odrzański - Zagłębie Sosnowiec (sobota, 19:00)
Raków II Częstochowa - MKS Kluczbork (4 listopada)
Aktualna tabela III ligi.
| Drużyna | Mecze | Punkty | Bramki | |
| 1. | Sparta Katowice | 11 | 24 | 19-7 |
| 2. | Zagłębie II Lubin | 11 | 23 | 23-13 |
| 3. | Odra Bytom Odrzański | 10 | 23 | 12-4 |
| 4. | Barycz Sułów | 11 | 20 | 18-13 |
| 5. | ROW 1964 Rybnik | 11 | 17 | 23-18 |
| 6. | Zagłębie Sosnowiec | 9 | 16 | 14-9 |
| 7. | KS Stilon Gorzów Wielkopolski | 11 | 16 | 19-15 |
| 8. | Karkonosze Jelenia Góra | 11 | 15 | 12-9 |
| 9. | Górnik Polkowice | 11 | 15 | 19-18 |
| 10. | Miedź II Legnica | 11 | 14 | 25-21 |
| 11. | Warta Gorzów Wielkopolski | 11 | 14 | 11-17 |
| 12. | MKS Kluczbork | 10 | 12 | 10-17 |
| 13. | Stal Brzeg | 10 | 11 | 18-16 |
| 14. | LKS Goczałkowice Zdrój | 11 | 11 | 11-16 |
| 15. | Ślęza Wrocław | 11 | 10 | 17-26 |
| 16. | Raków II Częstochowa | 9 | 9 | 12-17 |
| 17. | Polonia Nysa | 11 | 8 | 12-24 |
| 18. | Carina Gubin | 10 | 5 | 7-22 |
Do II ligi bezpośredni awans uzyska najlepszy zespół, a druga drużyna w tabeli zagra w barażach. Z ligą pożegnają się przynajmniej trzy ostatnie ekipy.
Dziękujemy, że jesteś z nami!

Napisz komentarz
Komentarze