Gdy wróciły światła, miasto stanęło
Wielu kierowców mówiło wprost: wcześniej, przy wyłączonej sygnalizacji, przejazd bywał płynniejszy, a po włączeniu świateł korki pojawiły się niemal od razu. W szczycie zatory ciągnęły się daleko przed rondo, szczególnie od strony Trasy Nadwarciańskiej i nowego mostu; temat regularnie wracał w interpelacjach i publikacjach lokalnych mediów.
Miasto musiało więc pogodzić dwie rzeczy, które często stoją ze sobą w konflikcie: bezpieczeństwo (światła, separacja ruchu) i przepustowość (płynny przejazd). Z dyskusji szybko zrobił się spór o to, czy światła w ogóle powinny tam działać – ale magistrat podkreślał, że sygnalizacja ma zostać.
Szukanie rozwiązania: zmiana organizacji i dodatkowe pasy
Żeby „odkorkować” rondo, drogowcy zaczęli od korekt organizacji ruchu. Wprowadzono m.in. dodatkowy pas dla zjeżdżających z Mostu Lubuskiego (z trzech do czterech), a równolegle skorygowano ustawienia programu świateł.
To była próba poprawienia przepustowości bez wywracania całego układu do góry nogami: zamiast liczyć wyłącznie na cykle sygnalizacji, rondo miało „zyskać miejsce”, żeby auta mogły się szybciej rozpleść na zjazdach.
Problem w praktyce: oznakowanie znikające szybciej niż kierowcy zdążą się przyzwyczaić
Tyle że zmienione zasady trzeba było jeszcze czytelnie narysować na jezdni. Tymczasowe, żółte oznakowanie zaczęło się ścierać, a kierowcy – zwłaszcza przyjezdni – nie zawsze byli pewni, jak prawidłowo przejechać przez rondo. To nakręcało dokładnie te zachowania, które w takim miejscu są najgroźniejsze: jazdę „na ostatnią chwilę”, nerwowe zmiany pasa i przecinanie toru jazdy innym.
Teraz: nowe białe linie i docelowy porządek
Obecne malowanie to już trwałe, białe oznakowanie, wykonywane przy lepszych warunkach pogodowych. Miejmy nadzieję, że teraz kierowcy będą już bezpiecznie pokonywać bardzo ruchliwe Rondo Santockie.
Zobacz nowe oznakowanie ⬇️⬇️⬇️

Dziękujemy że jesteś z nami














Napisz komentarz
Komentarze